Czy można oglądać film Ne Zha 2, jeśli nie oglądało się filmu Ne Zha 1? Dystrybutor filmu uparcie twierdzi, że tak. I przewija się to w rozmaitych materiałach promocyjnych. Pozwólcie, że rozwinę wątpliwość, jako niezależna strona, która jedynkę widziała, poszła do kina na dwójkę i której nie jest opłacana przez... 9th Plan? Pierwsze słyszę, że jest taka firma dystrybucyjna. Niczego więcej nie dystrybuowali? Zarejestrowali się w KRS zaledwie w 2023? O, ciekawe wtedy jak wygląda ich strona. Oh..
Wracając do odpowiedzi: No ja jednak polecam jedynkę obejrzeć. Niby jest króciutkie streszczenie na początku, a historia nie jest jakoś turbo skomplikowana, ale będziecie wiedzieli np. co to za potwór, co nagle wyskakuje spod ziemi i przeprasza, że dopiero teraz to robi. Albo dlaczego wielkie zło atakuje wioskę już w pierwszych pięciu minutach filmu.
![]() |
| Nawet nie pamiętam, żeby używał ten broni w filmie... hm |
Ne Zha (w polskim dubbingu wymawiają to jako "Nodzia", jak w tej kreskówce co kiedyś puszczali na TVP1) to bardzo dzikie, nieokrzesane, ale też potężne dziecko, które miało się zrodzić z kuli zawierającej wszelkie dobro... ale złole zamieszali i do noworodka trafiła zawartość drugiej kuli. Tej która zawierała demoniczne moce. Bardzo to niefortunne, bo ta kula miała zostać unicestwiona po trzech latach. No, ale siła przyjaźni między Ne Zhą i smoczym chłopcem - do którego ostatecznie trafiła cała ta dobra energia z kuli numer jeden - sprawiła, że jakoś tam oboje się podzielili tą klątwą... więc unicestwienie zostało na jakiś czas odroczone. To nie są spoilery moi państwo, tego się dowiadujecie na samiutkim począteczku. Średnio się to podoba ojcu Ao Binga - to ten chłopiec zrodzony z dobra - zwłaszcza, że jakby Ne Zha'owi się umarło to Ao Bing miałby szanse na zostanie bogiem. A jakby został bogiem to może by mógł uwolnić swojego staruszka i resztę smoków z przymusowego pilnowania potworów, uwięzionych w oceanicznej głębi. A, bo ojciec Ao Binga jest smokiem. Chociaż ma też ludzką formę, która jest bardzo, proszę ja Was, niczego sobie, jeśli wiecie o czym mówię, mrug mrug. Na szczęście, nauczyciel Ne Zhy ma pewien plan, dzięki któremu można by obu chłopcom zagwarantować miejsce w boskich włościach i nowe, bardziej permanentne ciała na dokładkę. Władca smoków daje im tydzień - jeśli się nie wyrobią do tego czasu to spuści wynajętą armię potworów na rodzimą wioskę Ne Zhy, a zwłaszcza na jego rodziców, którzy są jej obrońcami.
![]() |
| Da...Daddy? |
Ja tu bardzo upraszczam fabułę, bo jest tu nieco więcej polityki, wzajemnych animozji i ciągnących się od pokoleń tarć między różnymi grupami społecznymi - konkretniej, między "potworami" a boskimi istotami. Gdzie, trzeba zauważyć, granica między tym co demoniczne, a tym co boskie, jest cieńsza i bardziej ruchoma niż nam się na początku wmawia. Wchodzą tu więc klasyczne morały: Zgoda buduje, niezgoda rujnuje. Wcale nie różnimy się tak bardzo od siebie. Trzeba być lojalnym względem przyjaciół i rodziny, ale też uważać kogo obdarzamy naszym zaufaniem. Same podstawowe rzeczy, ale rzeczywiście nakreślone w nieco bardziej skomplikowanej konfiguracji niż typowy film dla dzieci.
Zresztą, nawet jeśli fabuła nie jest najgorsza, to nie jest ona mięskiem całego tego ambarasu. Mięskiem jest wi-do-wi-sko jakie serwuje nam ten film. Jeśli puszczają to jeszcze w kinie, jak to czytacie, no to jest jeden z tych filmów co najlepiej wypadają na wielkim ekranie. Pełno w Ne Zha 2 scen akcji i to takich scen akcji, gdzie po ekranie przewijają się armie tysięcy, jeśli nie dziesiątek tysięcy, postaci. I to wszystko na pięknych tłach, często wypełnionych przez słynną z bycia skomplikowaną do animowanią wodą. Komputery, które to renderowały, musiały się rozgrzewać do czerwoności. Nawet jeśli designy samych postaci są dosyć proste, zarówno pod wzgędem kształtu jak i tekstur, to całe otoczenie, pola bitwy, rumowiska pełne magmy, krystalicznie czysta siedziba bogów, wszystko to zachwyca i zapewnia odpowiednią oprawę do tych wszystkich masywnych potyczek. Potyczek które, przyznać muszę, stały się w pewnym momencie nieco mylące. Mamy do czynienia z boskimi istotami, czasem trudno stwierdzić jakie są limity takiach postaci. O ile ludzcy bohaterowie mają ograniczenia, cóż... takie jak widz, to czasem trudno mi było rozróżnić czy ten konkretny atak magicznym przedmiotem będzie skuteczny czy tylko odbije się od przeciwnika jak mucha od szyby. Są w tym filmie ciche momenty, bardzo emocjonalne - wymienić mogę chociażby rozmowę Ne Zhy z braćmi - ale ostatni akt to jedna wielka nawalanka, w której obie strony wyciągają z rękawów coraz to nowe asy.
![]() |
| Większość żartów do mnie nie trafiała, ale ten po napisach (jest scena po pierwszej połowie napisów) był super |
Muszę o humorze wspomnieć, bo jest żarcików dużo i - na mój gust - czasami z dużo. Albo przynajmniej, w nieodpowiednich momentach. A musicie sobie zdawać sprawę, że nie są to żarty wysokich lotów. Sam Ne Zha jest nieokrzesany i wulgarny, jego nauczyciel łakomy i przez to często obrzydliwy, a w momencie w którym myślałam, że żart o sikaniu to najgorsze co mnie na seansie spotka... no, może niekoniecznie chcecie jeść przy pewnej scenie. To ta ze świstakami. Możliwe, że spodoba się to docelowej grupie wiekowej, nie było na moim seansie żadnych dzieciaków, natomiast jest inna rzecz o której muszę wspomnieć, a nawet nie tyle wspomnieć co rozpisać się na osoby akapit.
Polski dubbing jest okropny. Naprawdę paskudny. Nie wiem na ile jest wiarygodny względem oryginału, chińskiego języka nie umiem niestety, ale polskie tłumaczenie to jakiś dramat. Jest taka super parodia zwiastuna animacji "Pinokio: Prawdziwa historia". Twórcy tej parodii idealnie odtworzyli styl zwiastunów filmów dla dzieci, gdzie pełno jest gierek słownych (jeśli w scenie jest koń, na pewno ktoś powie "koń by się uśmiał", nawet jeśli nie pasuje to do kontekstu ni jak), a puentą jest jakieś koślawo wciśnięte nawiązanie. Taki jest, zrobiony zupełnie na poważnie, dubbing filmu Ne Zha 2. Użyto słowa "bambik". W wyżej wspomnianej scenie ze świstakiami padło oczywiście nawiązanie do "zawijania w sreberka" W jednym momencie to w ogóle mam wrażenie, że źle przetłumaczono kwestię: bohater próbuje powstrzymać potwory od wydostania się z pułapki i mówi "nie mogę ich wpuścić". Czy nie byłoby bardziej stosowne użyć tłumaczenia "Nie mogę ich wypuścić"? W wielu miejscach zresztą, miałam wrażenie, że ktoś zgadywał co postać w danej scenie mówi i pod to pisał dialogi. To jest ten moment w którym przydałoby mi się mieć ten film gdzieś na dysku, żeby podać konkretniejsze przykłady - niestety nie mam takiej możliwości, musicie mi wierzyć na słowo. Aktorzy robią swoje, chociaż tytułowy bohater czasem reaguje bardzo żywiołowo i odgrywająca jego rolę pani Gradkowska nie dowozi tyle energii, żeby spajało się to z obrazem. Generalnie trudno mi było "zapomnieć", że jest to dubbing i nie mogłam się powstrzymać od myślenia "ciekawe co tu był za tekst w oryginalnym języku". A taki seans jest, na dłuższą miarę, męczący.
![]() |
| Chińskie plakaty są piękne, chociaż pionowy format mi utrudnia pracę |
Czy film ten słusznie został najlepiej zarabiającym filmem animowanym w historii? Jestem sceptyczna. Był kontynuacją (takie łatwiej sprzedać, podobnie z rebootami), a w dodatku poprzedni film kończył się w takim momencie, że ktokolwiek widział jedynkę ten "musiał" iść na sequel, żeby wiedzieć jak zakończy się historia. Historia, która i tak była oparta na popularnej chińskiej legendzie - nie dość, że ludzie lubią to co znajome, to na pewno jest wiele fanów tych postaci, które chciały zobaczyć jak się one zaprezentują na wielkim ekranie. A i młodsze pokolenie warto zeznajamiać z rodzimym panteonem. No i nie zapomnijmy, że premierę miał on podczas najważniejszego chińskiego święta, czyli Nowego Roku - jak pewnie kojarzycie, obchody trwają aż 15 dni, więc jest pełno czasu, żeby skoczyć do kina, zwłaszcza jak zjedzie się cała rodzina i trzeba czymś zająć dziatwę na 2,5 godziny (długi ten film swoją drogą). Z pewnością przyczyniła się też poczta pantoflowa, no bo kto by nie chciał zobaczyć filmu o którym wszyscy gadają. Przypominam, że najlepiej zarabiającym filmem w ogóle jest Avatar Jamesa Camerona, który z pewnością nie osiągnąłby takiego spektakularnego wyniku, gdyby nie olbrzymia kampania medialna i nazwisko reżysera.
Jakby nie patrzeć, ja też poszłam na Ne Zha 2 tylko dlatego, że był on tak gigantycznym fenomenem. Gdyby nie to, że na bieżąco śledziłam doniesienia na Cartoon Brew, kiedy film bił kolejne rekordy, to pewnie rozmył by mi się on z innymi produkcjami dla dzieci, jakie są na naszym rynku regularnie wypuszczane. I chociaż kompletnie nie żałuję seansu, a nawet polecam drogim Czytelnikom, żeby również go obejrzeli, to nie jest to żadne wybitne kino. A moim najukochańszym przedstawieniem legendarnego Ne Zhy pozostaje ten z serialu LEGO Monkie Kid.




0 komentarze:
Prześlij komentarz